Autor Wątek: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście  (Przeczytany 918 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Micoway

Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« dnia: Styczeń 20, 2014, 05:05:20 pm »
Każdy pewnie miał jakieś interesujące, niekonwencjonalne i zaskakujące randki. Mogłoby być ciekawie, gdyby się tym z nami podzielił.

Kobiety mogą sobie tu narzekać na fectów, a faceci na kobiety, byle nie podawać danych które by mogły zidentyfikować opisywanego randkowicza/randkowiczkę ;) :pff
Micoway

ET

  • Gość
a to ja coś mam
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 20, 2014, 05:11:44 pm »
Swego czasu.....

Dawno, temu, za górami za lasami w epoce, kiedy chadzałem na coś, co się zwie randka.... Wręcz randka w ciemno.... Wydarzyły się dziwne rzeczy.... Otóż, oto w dość dziwny sposób, którego nie będę opisywał szerzej, znalazłem się wraz z córką, na pewnym placu zabaw..... Wspomnę, że oboje byliśmy na rowerach..... Pewna Pani miała nas tam oczekiwać, również ze swoją pociechą...... Ciut starszą od mojej, fotkę widziałem w sieci, na której Owa Pani prezentowała się jak najbardziej zachęcająco. Z duszą na ramieniu, przybyłem na miejsce, a co by dodać sobie odwagi zabrałem ze sobą swe niczego nie świadome i niczego niepodejrzewające dziecię. Na owym placu zabaw, umiejscowiłem cztery litery na graślawej ławeczce, siedzę.....

Córka brykała i hasała w gąszczu dziwnych urządzeń, których za mojej kadencji nie było, jednak moje dziecię zdawało się rozumieć przeznaczenie owych dziwolągów, zachowując się pośród nich całkowicie naturalnie, i z typową dla siedmiolatki gracją lodowała, co chwilę na tylnej części ciała. Ale ponieważ inne stworzonka o podobnej wielkości i w przybliżonym wieku postępowały dokładnie tak samo.... Doszedłem do wniosku, że nie ma się, czym przejmować. Zapaliłem smrodzika.... Przyssałem się do niego jak niemowlę do piersi matki i z miną kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co go otacza, rozsiadłem się całym jednym półdupkiem na rozwalonej ławce, dookoła inni ludzie postępowali podobnie.... Tak, więc, wtopiłem się w tłum i oczekuje.... Z duszą na ramieniu, cokolwiek to oznacza.....

Zanim jednak doszło do spotkania z Piękną Nieznajomą..... Nastąpiła pierwsza ze stosunkowo mniej dziwacznych rzeczy, które miały miejsce owego popołudnia. Na zdezelowanym rowerku, wśród plątaniny cudacznych drewniano-metalowych przyrządów, pędził mały chłopiec, na swoje nieszczęście źle ocenił możliwości trakcyjne swego wehikułu.... I.... Wydzwonił w powykręcane na wszystkie możliwe strony, wystające z ziemi metalowe coś.... Grzmotnął o ziemię i leży, wrzask podniósł niesamowity, prawdopodobnie chcąc w ten sposób wyrazić swe niezadowolenie z konieczności brutalnego jak i zapewne też bolesnego oraz nie planowanego spotkania z glebą. Spodziewałem się w tym momencie lecącej do maleństwa roztrzęsionej matki, ale nic z tego, nikt nie zwrócił na ów karambol najmniejszej uwagi. Chłopczyk prawdopodobnie zdał sobie sprawę z faktu, że kompletnie nic nie wskóra wrzaskiem, wstał, otrzepał się, kopnął rowerek i powiedział coś, co zrozumiałem tylko z ruchu jego ust, nie miałem najmniejszej wątpliwości, co do tego, jakie to było słowo. Zdałem sobie również w tym momencie sprawę z faktu, iż gdy wbijając gwoździa stuknę sobie w paluszek, mówię dokładnie to samo, tyko dużo głośniej, tak, więc malec był usprawiedliwiony. Ponieważ ten mały chłopiec wydawał mi się sierotką, postanowiłem go ochrzcić, nazwałem go „Samobój”, fajny dzieciak....

W dość krótkim odstępie czasu nastąpiło kolejne, wydarzenie, wprawiło mnie ono w osłupienie.... A mianowicie za moimi plecami, z typową dla swej wagi, sposobu bycia i elokwencji przejechała..... LOKOMOTYWA.... Taka normalna, zwykła lokomotywa, z tym takim motorowym w środku, zielona była. Oglądnąłem się, i było by mi już tak zostało prawdopodobnie na zawsze, gdyby dowcipny kierownik ślicznego zielonego pojazdu szynowego nie uruchomił czegoś, co wydało tak przeraźliwy dźwięk..... Taki jak to lokomotywy wydają. Obudziłem się, mój ruch w kierunku pędzącej maszyny o mały włos nie spowodował, że ów półdupek, który utrzymywał mnie na ławeczce w pozycji siedzącej..... Ech.... No o mało nie spadłem z ławki, jak ten Samobój z rowerka. Ku mojemu zaskoczeniu nikt z siedzących na ławeczkach dorosłych nie zwrócił uwagi na Prawdziwy Początek Pociągu, tuż, tuż obok ich beztrosko brykających latorośli.... Zebrałem myśli.... „Gdzie ja żaba jestem?!” Mina troszeczkę mi zrzedła. Siedząc na swoim wygodnym miejscu, już nie taki pewny siebie zacząłem się bać, tak właściwie to nie wiedziałem, czy był to strach przed lokomotywą, czy lęk przed czymś, co ma nastąpić.... Zacząłem się kręcić, nie wygodnie mi było, ścierpła mi noga ta właściwa dla tego siedzącego półdupka.

Nagle naszła mnie myśl, jak grom z jasnego nieba, UCIEKAĆ!!! Jak najszybciej, wsiąść na rower, zostawić dziecko i wiać ile sił w nogach, ale córka była czujna, wyrosła przed moimi oczyma jak spod ziemi, tak nie wiadomo skąd?... -tato? A gdzie jest Ta Pani.....? Zamyśliłem się, to nie ta lokomotywa, to nie te dziwne miny staruszków na ławkach, to też nie to powietrze pełne kurzu, farfocli z drzew i upierdliwych much, to nawet nie dziwaczność urządzeń służących do sponiewierania niczego nie świadomych malutkich ludzików, to było właśnie to, czego najbardziej się obawiałem..... TA PANI. Zbieram się w sobie, patrzę na córkę, córka pytająco na mnie, i nie mam pojęcia, co powiedzieć...... - przyjdzie, przyjdzie..... Wykrztusiłem, córka uznała tę odpowiedź za wystarczającą i pośpiesznie wróciła do zajęć ekwilibrystycznych.

Zapaliłem następnego cumelka, już bardziej nerwowo, czy to nie dziwne? Myślę... Potworne drewniane i metalowe urządzenia, lokomotywa na placu zabaw, potworny świst, a córka pyta się o Tą Panią.....? Nic innego nie zwróciło jej uwagi, jak przeżyje dzisiejszy dzień, idę do psychiatry, do takiego najzwyklejszego doktora od szajby, oj trzeba koniecznie zmierzyć głowę, jak nic. Słońce zaczęło przypiekać, zrobiło się duszno. Powolutku spacerowym krokiem zmierzała ku mnie starsza pani, zatrzymała się, bardzo uprzejmym głosem zapytała czy może się przysiąść, zanim zdołałem w jakikolwiek sposób zareagować już siedziała obok mnie. Za chwilkę przydreptał jamnik.... Wąchać mnie zaczął..... Ogonem merda, - nie zaczepiaj pana, nie zaczepiaj..... Zaskrzeczała siedząca obok mnie babulinka, i zaczęła przesuwać się na ławeczce w moim kierunku, prawdopodobnie z chęcią rozpoczęcia konwersacji na temat korzonków, podagry lub czegoś, co ją gdzieś łupie.... I wtedy poczułem..... To nie był zapach taniej wody kolońskiej, To nie był zapach mydła, Nie był to też smród z kanalizacji...... To była TA babcia.....

Tego było już jak dla mnie stanowczo za dużo, wstałem, ku wielkiej radości mego lewego, ścierpniętego półdupka. Chciałem się oddalić, ale jamnik tuż przy moich nogach, zupełnie jak brakujący ciąg dalszy lokomotywy, pieprzony przegubowiec.... - chodź tu, chodź.... Piszczy babulinka, no idź żaba kundlu jak cię pani woła – pomyślałem, ale ten nic, ogonem merda, kochany, milutki pieseczek..... Wyminąłem dziwoląga, zmierzam ku rowerowi, zaparkowanemu obok drzewa, stoi.... Wydaje się, że nie ma zamiaru nigdzie jechać, ale jestem bezlitosny, chwytam za kierownicę, ostro i zdecydowanie dosiadam stalowego rumaka, naciskam ze wszystkich sił na pedały..... I znowu powróciła nieopanowana chęć ucieczki, ale, łańcuch spadł..... Orzesz żaba mać!!! No… Dotarło do mnie, że już nie ucieknę, nie uniknę przeznaczenia, muszę być właśnie tu i właśnie teraz. Myśli przebiegają przez łepetynę, może zdążę, może uda mi się założyć łańcuch zanim wyląduje tu samolot, lub, co gorsza zanim dogoni mnie babina, no i ten jamnik.... Jak się zakłada ten cholerny łańcuch?!.... 5 Minut.... 10 Minut.... Działa, boże, jaki mam brudny paluszek.... Co by nikt nie widział, wytarłem go w spodnie. W tym momencie zorientowałem się, że siłuję się z metalowym ustrojstwem dokładnie naprzeciwko pary siedzącej na ławeczce, oni siedzieli całymi półdupkami, wygodnie mieli, patrzyli na mnie tak jakby nie wiedzieli, co tu robią, po co tu przyszli, ot ciekawostka, łańcuch spadł..... Szukam wzrokiem wolnej ławki, brak.... Dziecko jest, bawi się, tak to umownie nazwijmy. Powietrze coraz dziwniejsze, coś nadciąga, jak burza, ale to nie deszcz, sucho jak w pieprzniczce, to nadciąga bez zlituj się prawdopodobnie Ta Pani....

Miałem dość, bez sił, bez pomysłu a jakąkolwiek rozmowę, no i z brudnym palcem. Nie namyślając się długo zrobiłem na rowerku kilka okrążeń wokół placu zabaw. W celu sprawdzenia skuteczności działania własnoręcznie naprawionego łańcucha, rower działał bez zarzutu. Po którymś z kolei okrążeniu wypatrzyłem wreszcie wolną ławkę, usiadłem, wyczerpany złapałem się za głowę i schyliłem.... To był błąd, najprawdopodobniej ową babulinkę oceniłem zbyt pochopnie, to nie była ona.... Musze wreszcie kupić instrukcje obsługi pralki, albo nowe skarpetki.

Minęło jakieś pięć minut, w ich trakcie nie wydarzyło się prawie nic, poza bijatyką trzech tak na oko pięciolatków o pierwszeństwo do złamania sobie nogi, na stalowej pochylni z wypustkami po bokach znajdującej się na szczycie rozklekotanej drabiny, reszta dzieci nie odbiegała od normy, brudne i poobijane. Czas ten był wystarczający jednak by minęły skutki zapachowej fali uderzeniowej, siedziałem prosto, zaczynałem już powoli przypominać sobie, kim i gdzie jestem, oraz w jakim celu. I właśnie, gdy odzyskałem jak mi się wydawało pełnie władzy umysłowej, zobaczyłem postać, zmierzała w moim kierunku, spociłem się, tylko się nie pochylać! Tylko się nie pochylać! To jedyne, co mi przyszło głowy, gdy poczułem pot ściekający po plecach i czole. Nagle postać, wydawać by się mogło znajoma, zawróciła, ot tak, w miejscu, jak na komendę. Podążam wzrokiem.... Usiadła na czymś drewnianym, uwiązanym łańcuchami do stalowego ramienia, rozbujała się.... Co jest? Przedszkole?! Zbieram się ponownie w sobie....

Ubrałem ciemne okulary, wstaje i zmierzam w kierunku migającej postaci, jestem już blisko, kilka metrów, coraz bliżej, i.... Nagle staje się jasne, to Ta Pani, cel, a może początek, nie miałem siły uciekać, Uśmiechnęła się, wstała, podchodzi do mnie.... Nie zwróciłem już uwagi na mijającego mnie w tym momencie na rozklekotanym i zdezelowanym rowerku Samobója, zmierzającego prawdopodobnie ku swemu nieznanemu przeznaczeniu ze stali lub drewna….


Edit: Pozwoliłem sobie dodać akapity, żeby się łątwiej czytało - Mic
« Ostatnia zmiana: Styczeń 20, 2014, 06:05:13 pm wysłana przez Micoway »

breathe

  • Gość
Odp: a to ja coś mam
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 20, 2014, 06:24:53 pm »
Swego czasu.....

LOOOOL  ;D
Powinieneś pisać opowiadania :D
...no ale co dalej, CO BYŁO DALEJ??  ::)  ;D

Z moich - to właściwie in minus pamiętam tylko dwie - jedną z poprzedniego razu na Sympatii.pl jak byłem; 9lat temu:

Umówiłem się z Wrocławianką, blisko mieszkała nawet, pół godziny piechota mi zajęło.
Na zdjęciach portalowych - bardzo misie podobała, swietnie się z nią gadało.
Niestety - na tych zdjęciach nie było widać, że waży ze 110kilo.... musiałem się zmuszać przez godzinę, żeby dotrzymywać jej towarzystwa, sztucznie sie przy tym uśmiechając  ::)
Taki apel mam do pań z Sympatii - w tej opcji 'Budowa ciała' piszcie prawdę. Real i tak wszystko weryfikuje. Jeżeli np. ktos lubi kobiety 'o kilka kilogramów więcej' - to w realu gdy okaże się, że jest szczupła: i tak nic z tego nie będzie. Nie ma co liczyc na to, że a nuż się uda; to tylko myślenie życzeniowe i marzenia ;)

Druga była całkiem niedawno. Właściwie kilka randek z jedną panią..
Przy czwartym chyba spotkaniu okazało się, że np.:
- nieodpowiednio się ubieram. Powinienem bardziej na sportowo na spotkania z Nią się ubierać
- jak to? nie lubię chodzić do sauny? Ten poprzedni lubił...
No to juz chyba wszystko jasne, pozostałości z poprzedniego związku  ::)
Niestety - takich kobiet na Sympatii jest mnóstwo! Zamiast wpierw wycierpieć do końca rozstanie z poprzednikiem, dać sobie czas na wyleczenie serca - rejestruja sie na S.pl myśląc, że nowa miłość szybo je uleczy...
Nie uleczy; a do tego taka pani krzywdzi panów takich jak ja - gotowych na piekne uczucie.
Kolejny apel chyba wiadomej treści wysyłam paniom zatem ;)

Micoway

Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 20, 2014, 06:31:34 pm »
Dziękuję ET za odwagę i pierwszy wpis.

Ja miałem kilka dziwnych sytuacji związanych z Sympatią. Więc może zacznę od najstarszego przypadku.

Z początku jak się zarejestrowałem, nie wiedziałem jeszcze o co tu biega, a poza tym miałem ścisłe postanowienie znaleźć kogoś na poważnie. To było rok temu. Zrobiłem normalny opis i grzecznie umawiałem się na randki typu kawa. Przy 2 takiej randce trafiłem, jak się okazało na tzw. sympatiową wyjadaczkę, która siedzi tam od lat i całe jej życie najprawdopodobniej kręci się wokół kolejnych randek.  Oczywiście nie byłem wtedy tego świadomy.

Randka wyglądała mniej więcej tak że poszliśmy, usiedliśmy i próbowałem prowadzić rozmowę na luzie. Ale najpierw nastąpiła ze strony tej pani pierwsza część - czyli ankietka. Jaką dokładnie szkołę skończyłem, co robię w pracy, dlaczego się rozwiodłem - cała seria pytań niczym na rozmowie kwalifikacyjnej. Po przebrnięciu przez część ankieterską przeszliśmy do części drugiej, czyli pogawędka na luzie. Mniej więcej wiedziałem o czym należy, a o czym nie należy z kobietą rozmawiać aby nie zanudzić. Próbowałem rozmawiać o hobby, o ciekawostkach z podróży, jednak wszystkie próby zmiany tematu były sprowadzane do tematu jedynego chyba dla tej pani, mianowicie.... Sympatii. Ja o podróży. Ona o słabych randkach z Sympatii. Ja o zdarzeniu w szkole. Ona o facetach z Sympatii. Ja o czymś tam znów. Ona o trickach z Sympatii.  W międzyczasie kobieta ta nerwowo smsowała pod stolikiem, prawdopodobnie potwierdzając już kolejne randki zaplanowane na ten tydzień.

Rozeszliśmy się w pokoju potem dostałem sms że "sorry ale nie poczułam motylków w brzuchu" i na tym się zakończyło.

Ale wyniosłem coś z tego. Dowiedziałem się jak odczytywać licznik, że jak ktoś nie ma licznika to warto sprawdzić księgę gości. Że niektóre osoby sobie kasują profil żeby znów się pojawić jako nowe. Że jak się człowiek często wylogowuje i zalogowuje to znów się pojawia na ekranie głównym. itp.

Micoway

ET

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 20, 2014, 06:46:25 pm »
Ze spotkań sympatycznych sprzed lat, w warszawie byłem na imprezie, nie pamietam w jakim lokalu, zamówiłem piwo, udiadłem przy długim stole i bezczelnie milcze  :tro

ET

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 20, 2014, 09:43:01 pm »
Dotarła do mnie wieść, iż „sympatyczni” w Krakowie popijawę urządzają, waham się, zastanawiam, iść nie iść?! Decyzja bardzo poważna….. Jako że należę do ludzi wnikliwie analizujących takowe decyzje, dość długo kombinowałem jak koń pod górę, cóż podobno nie ważne jak koń kombinuje, ważne, co wykombinuje, no i wykombinowałem…. Ech… szkoda gadać. Osoba ma jest dość strachliwej konstrukcji, więc jak poprzednio postanowiłem zabrać ze sobą swą córeczkę. Ot tak żeby w razie kłopotów kontaktowych było, do kogo gębę otworzyć, lub mieć wymówkę do wcześniejszego opuszczenia sympatycznego grona. Więc ubrałem ładnie córkę, odświeżyłem psikaczem wczorajszy podkoszulek, naciągnąłem go, co by nie był zbyt wymięty, przetarłem gąbką do mycia naczyń spodnie na kolanach, uczesałem się wszystkimi dziesięcioma palcami… krótko mówiąc zrobiłem się na bóstwo… no i cóż idziemy…. Aha… byłbym zapomniał dodać, że posmyrałem się takim czymś z dziwną kulką na końcu, pod pachami się posmyrałem, a, że mam łaskotki to się ubawiłem jak nigdy, a tak właściwie to tak samo jak zawsze przy tej czynności. Rozbawiony i odświeżony, decyduje się na wyjście z domu, chwila wahania, a może jednak nie? Może TV oglądnę? Może poprasuje, podkurzam, pozmywam wreszcie brudne naczynia? A może by się tak wreszcie umyć w tym miesiącu, miesiąc już się kończy… nieuchronny czas kąpieli nadchodzi wielkimi krokami. Niuchnąłem pod lewą pachą, pod prawą… nie zemdlałem, jakoś nic mnie specjalnie nie swędziało, właściwie to był bym został w domu, nie chciało mi się butów ubierać, ale córka jako bardzo rozrywkowa małolata nie miała najmniejszego zamiaru rezygnować ze spędzenia wieczoru w większy gronie, no cóż było robić, musiałem ubrać buty… Gdy dotarliśmy na miejsce, uświadomiłem sobie, że, tak właściwie to nie mam pojęcia, kogo mam tam szukać… cel był ogródkiem knajpianym w okolicy rynku, wchodzimy… tak na oko jakieś 100 osób. Podobno jeden z sympatycznych to „misiek na jeża” a panie sympatyczne to blondynki… postanowiłem zrobić niewinną rundkę honorową, w celu zlustrowania obecnych w ogródku imprezowiczów. Myk, myk, skradanko, czajocha… pierwsza runda zakończona, efekt był jednak ciut dla mnie zaskakujący, jak się, bowiem okazało, miśków na jeża to było tam, a tak, co trzeci… ech… a co do blondynek… hm, gdyby na oślep rzucić w ten tłum kamieniem to zdziwiłbym się gdyby nie oberwała blondynka… Nic to myślę, poczekam chwile…. Zapale, pokręcę się jak gówno w przeręblu…..No i stoję jak kołek, pale…. Córka podryguje w rytm muzyki… Żadnych zmian… no, bo niby, jakie miały nastąpić?! Zdeptałem niedopałek, runda numer dwa… Zorientowałem się jednak, że zaglądanie blondynkom w knajpie w oczy, może doprowadzić do tego, że jakiś podchmielony towarzysz blond damy da mi w mordę… no przerąbane, no… Nic to, zapaliłem znowu… a może by tak kogoś zapytać? No, co? Nie wolno? Właściwie to nie byłem pewien…, ale cóż, zaczynam wypatrywać ofiarę… na pierwszy rzut miałem zamiar dorwać jakiegoś miśka na jeża. Upatrzyłem taki jeden egzemplarz, stoi, sierota taka, też czajochę odstawia, podchodzę, się pytam… -, „że krowa, co?!” Miś odpowiedział grzecznie… No nie zabił mnie…. To chyba nie był ten misiek… Stoję dalej, ale, od czego córka? Wykombinowałem, że dziecko pośle, może nie zabiją, no może nie tak od razu…? Latorośl nadzwyczaj ochoczo spełniła moją prośbę, podchodzi do dwóch pań przy stoliku, pyta się… Jedną z pań tak to rozbawiło, że prawie się polała, resztką piwa ze szklanki… pudło. Nadeszła znów moja kolej, następny misiek się napatoczył, tym razem już bardziej ostrożnie podchodzę do sprawy, nauczony poprzednim kontaktem z bywalcem owego miejsca, zapytałem… misiek nie odpowiedział, uciekł… Super, robię ostatnią rundę, tak właściwie tylko, dlatego iż córka nie miała najmniejszego zamiaru opuszczać imprezy. Jednak towarzystwo dokładnie to samo, tylko bardziej już pijane, zauważyłem jednak, że te pijackie spojrzenia czuwają, co by nie dostać wchromol zakończyłem rundę przed czasem i wbrew ostrym sprzeciwom mej latorośli opuściliśmy ogródek. W drodze powrotnej miałem nadzieję, że się nie rozpada, lub, co gorsza, żeby tramwaj przy wyprzedzaniu nie złapał gumy… rozgadałem się jak moja teściowa po pijaku, którą oczywiście bardzo serdecznie chciałem pozdrowić, Wszystkiego najlepszego stara krowo.

katsiem

Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 25, 2014, 03:24:25 pm »
To nie będą najciekawsze randki, ale te które przekreśliły moją szansę na rychłe pójście za mąż  ;)

Opiszę dwie ostatnie, które jeszcze miały miejsce przed moim wyjazdem, a po których stwierdziłam, że ja do tego jednak chyba się nie nadaję.
 
Przedostatnia - związana z wyglądem - Umówiliśmy się przed wejściem do kina. No to stoję i czekam z nadzieją, że mnie nie wystawi. W końcu podszedł jakiś mężczyzna i się przywitał. Przyglądam się jemu i nie widzę niczego, co by mi przypominało tego, z którym się umówiłam. Musiał zauważyć moją niepewność, bo po chwili zadał pytanie - nie poznałaś mnie? I od razu - inne Panie nie miały z tym  problemu. Głupio mi się zrobiło, bo faktycznie jak mogłam nie poznać? Twarz zupełnie innego człowieka, (ale na zdjęciach różnie przecież się wychodzi), sylwetka niby taka jak zaznaczył w profilu, więc nie byłam pewna, co mogło by mi się tam nie zgadzać?
Zanim doszliśmy do kas, zaproponował żeby pojechać jednak do niego, bo sam mieszka i całkiem niezłe kino domowe ma. Znów zrobiło mi się dziwnie, bo bilety zarezerwowane, a on jakby nie ma ochoty na to kino.. Po drodze zdjął kurtkę, bo zrobiło się ciepło. I w tedy to zobaczyłam. Coś niesamowitego... Wielgachny brzuch (po prostu balon). Ani przedtem, ani potem nigdy takiego nie widziałam. Chyba że w internecie. Przy tak szczupłej sylwetce wyglądało to tak, jakby coś tam miał. Pomyślałam - jezusicku, albo to ciąża i do tego bliźniacza, albo jakiś obcy tam się mu zagnieździ.
Szybko jednak skarciłam się, za takie myśli, bo przecież mógł mieć jakieś problemy związane np. z chorobą. Spytałam wiec czy wszystko w porządku? Czuł się wyśmienicie.
Ja zajęłam się biletami, bo robiłam rezerwację. On poszedł kupić coś do picia. Spytał też czy coś chcę (miły gest). Podziękowałam. Poszedł, a za moment wrócił z dwoma butlami coca coli, paką ogromną chipsów, kubłem popcornu. O ho! Sprawa jasna - pomyślałam - złe nawyki żywieniowe. No ale co tam... ma ochotę niech je. Sama też czasami lubię coś pochrupać.
W końcu zaczął się film (dosyć długi). W trakcie jadł, pił, szeleścił (wszyscy tak robią, więc nie ma w tym nic dziwnego). W połowie seansu mówi, że musi wyjść do toalety. Pod koniec filmu musiał jeszcze raz. No trudno. Jak musi, to musi.
Po filmie zaproponował, że odwiezie mnie na busa. Poszliśmy po samochód. Idziemy, idziemy, idziemy... w końcu się pytam gdzie zaparkował? Okazało się że 2 km od kina, bo tam wszędzie były parkingi płatne, a ten nie. Do dworca miałam bliżej, niż do tego jego samochodu.
Na koniec wymieniliśmy się numerami telefonów. Po tygodniu napisał sms-a, czy spotkamy się w weekend? Pomyślałam - o nie, tak to nie będzie i dałam odpowiedź - również sms-em.

Ostatnia (najkrótsza w moim życiu)
Tym razem umówiłam się z tzw. "bezzdjęciowcem" i prawie pod własnym domem. Na przeciwko mam duży park z przyległym do niego boiskiem sportowym. Poszliśmy w tamtym kierunku.
Akurat był mecz. Pan się zainteresował. Stoimy 10 min. pod płotem i oglądamy. W końcu mówię... a może usiądziemy na trybunach? Pan się ucieszył. Siedzimy, oglądamy, nic nie mówimy. Trafiliśmy na samą końcówkę. Potem usiedliśmy w parku. On zaczął mówić o statystykach, jednych, drugich, trzecich, dziesiątych i tak bez końca...
Buzia mu się nie zamykała. Próbowałam zmienić temat, raz, drugi nie udało się. Mówił szybko i dużo. Nie było jak się wbić w te jego statystyki.
Siedzę, więc i słucham. Mija 2 godzina siedzenia na ławce, a ja dalej nie wiem, co lubi, jak na co dzień spędza czas, jakie ma zainteresowania (poza statystykami), gdzie był, co ciekawego widział itd. W końcu czuję, że nie wytrzymam i zasnę. Mówię, więc że już się ściemnia i może napijemy się kawy? Chyba nie usłyszał, bo zaczął wykład ile zarabia statystyczna sprzątaczka w Warszawie, a ile statystyczna sprzątaczka w Szczecinie. Ze statystyki miałam w indeksie 4, ale kompletnie nie wiem o czym on do mnie mówił. Chyba za mądry był dla mnie.
Spokojnie wstałam i zaczęłam się żegnać. Staliśmy jeszcze kilka minut. Zatrzymywał mnie, mówił, że bardzo fajnie mu się ze mną rozmawia. Ciekawe?
Z ulgą odetchnęłam siadając na kanapie, ciesząc się, że tak blisko miałam do domu, głowa mi pękała od tych wszystkich liczb. Nie minęła nawet godzina, a tu telefon. Patrzę - on.
Pomyślałam, matko kochana jeszcze coś mu się przypomniało i jakiegoś rocznika statystycznego nie przerobił...
Odebrałam (bo zawsze odbieram), a on mówi, że właśnie przegląda allegro i czy znam osobę, która mieszka w moim mieście i ogłasza się z produktami tupperware? Nie skojarzyłam..
Dopiero po dwóch latach się okazało, że moja koleżanka dorabia na allegro sprzedając produkty tej firmy pod pseudonimem. Gdybym wiedziała, że prawdopodobnie, to o nią chodziło... Przecież pomogłabym człowiekowi w tych zakupach..           
           

Anelka

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 26, 2014, 11:29:25 am »
Po zalogowaniu wyznaczyłam sobie termin 3 miesiące i mnie nie ma -hahaha  ,więc wpadłam w randkowanie jak śliwka w kompot prawie co dzień randka . Jedną z nich zapamietałam szczególnie ,gdyż pan bardzo się poświęcił ,aby się spotkać . Był to pan z profilu tzw bezzdjeciowiec ,ale wtedy jeszcze nie wiedziałam ,że z takowymi się nie spotykamy... Umówiliśmy sie na herbatę w Radomiu (a bo pan był z Chełma) Podrodze w Lublinie miał wypadek i samochód się nie nadawał do dalszej jazdy,ale  pracownik przywiózł mu drugi samochód i dojechał na randke -było lato więc dni długie godzina nie grała roli. Pan odmawiając wstawienia foto obiecał mi wiekszą nespodzianke  i dotrzymał słowa ... Moja pierwsza myśl po ujrzeniu sympatycznego była ,że nie mogę uciec ,bo mnie widział na foto i wie ,że to ja .

Anelka

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 26, 2014, 11:35:24 am »
Na herbatę dzielnie poszłam , spoglądając z lotu ptaka na pana . Roztoczył mi ów człowiek fantastyczne wizje powiększenia rodziny , zamieszkania u niego w pieknym domu i tego ,ze jestem wybrana ,bo w jego mieście to walczą o randki z nim ,no cóż pomyślałam ,ze pierszeństwo w walce o wzgledy oddam walkowerem .Jeszcze jakiś czas pan zapraszał mnie ,a to na wesele , a to na inne uroczystości rodzinne  ,więc musiałam sie udać do podstepu i powiedziałam ,przy którymś telefonie ,że wyszłam za mąż ...

EwusiaaL

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 26, 2014, 11:46:37 am »
A musi być z Sympatii ?

Jak napiszę o tych sympatycznych to od razu będzie wiadomo o kim pisze ;) Więc... panowie- napisze o innej ;)
Najdziwniejsza i zupełnie wbrew moim życiowym zasadom...
Nieufna i sprawdzająca z natury jestem...

Lata temu to się działo kiedy telefony komórkowe raczkowały. Miałam nówkę sztukę i kontakty jeszcze nie wpisane.
 Musiałam przygotować ważną imprezę w pracy i do tego jakieś 50 kartek podarunkowych. Podjęłyśmy się tego z koleżanka i musiałam omówić szczegóły. Numer zapiany na kartce, wklepałam i pisze sms- Agnieszka ile już zrobiłaś.
Czeka, czekam i nic. No wiec znowu piszę ten sam sms. Cisza.
Dałam koleżance czas, przygotowałam obiad, pobawiłam się z synusiem, słodkim trzylatkiem w tamtym czasie.
No zdenerwowana, że koleżanka olewa- pisze raz jeszcze. Dzwoni- numer wyświetlony koleżanki więc pełna energii zaczynam coś mówić- cisza...
Po chwili słyszę męski (cudny) głos- Przepraszam że nie jestem Agnieszką i nie mogę Ci pomóc. Ale mam na imię T.i możemy porozmawiać.
Osłupiałam  :o :o no miała być Agnieszka...

Oczywiście wklepując numer pomyliłam dwie cyfry (jakie te guziczki malutkie, no) i stąd pomyłka.
Z tajemniczym panem T. rozmowy telefoniczne trwały miesiąc ponieważ przebywał poza granicami kraju. Po tym czasie padła propozycja- spotkajmy się.
No i ja... ta ostrożna, z dystansem, kobieta po przejściach w skorupie żółwia, mówiąc głośno- nigdy więcej, zgodziłam się na spotkanie z zupełnie nieznanym mi człowiekiem (przecież to mógł być zboczeniec, morderca, psychopata). Nigdy nie widziałam, znałam tylko głos. Bo to był taki czas kiedy chyba Sympatia.pl nie istniała ;)
Spotkanie odbyło się... hmm... i  mimo, że początkowo stresik był było jednym z najciekawszych i najprzyjemniejszych jeśli nie naj... Wszystko potoczyło się jakoś tak szybko...  ::)
 Randka trwała prawie 10 lat :)

Potem... życie ;)

« Ostatnia zmiana: Styczeń 29, 2014, 08:49:24 pm wysłana przez EwusiaaL »

happysun

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 26, 2014, 11:54:28 am »
Piszcie, piszcie, fajnie się czyta :D

EwusiaaL

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 26, 2014, 11:55:00 am »
Piszcie, piszcie, fajnie się czyta :D

A Ty koleżanko ?? ;)

happysun

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 26, 2014, 11:59:28 am »
A ja Ewuś to musiałabym napisać jak Ty ... o kimś sprzed lat kilkunastu, a nie chcę bo na samą myśl trwającej potem 11 lat "sielanki" nerw mnie bierze ;)

Sympatyczna randka zaś była tylko jedna jedyna i niech tak zostanie ;)

EwusiaaL

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 26, 2014, 12:01:25 pm »
A ja Ewuś to musiałabym napisać jak Ty ... o kimś sprzed lat kilkunastu, a nie chcę bo na samą myśl trwającej potem 11 lat "sielanki" nerw mnie bierze ;)

Sympatyczna randka zaś była tylko jedna jedyna i niech tak zostanie ;)

No to ja o sympatycznych nie opowiem :)

happysun

  • Gość
Odp: Najciekawsze randki z Sympy jakie mieliście
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 26, 2014, 12:04:12 pm »

No to ja o sympatycznych nie opowiem :)



Nie uważasz że my jakieś ciut podobne do siebie jakoś .... ;)